**Oczami Sashy**
Obudziłam się dosyć wcześnie, było tak przed 9 sama się sobie dziwię że tak wcześnie wstaje. Jutro do szkoły a wakacji jeszcze nie ma a ja po prostu zarywałam szkołę muszę to zmienić. Chłopaki jutro wyjeżdżają w trasę koncertową która trwa 6miesięcy więc na pewno o mnie zapomną a szczególe Harry właściwie mam taką nadzieje.. nic nie mogę przewidzieć jak to mi każdy mówi ' nie zadręczaj się' ale jak ja mam się nie zadręczać? no powiedzcie mi... ja Sasha która ma 18 lat i teraz kończy liceum zakochała się w Harrym Stylesie ze sławne boysbandu, mam się nie zadręczać no bo ja tego nie rozumiem! Jak zwykle rano wykonałam potrzebne czynności , z racji tej że nie chce cały czas siedzieć Oliwce na głowię ide dzisiaj po za miasto szukać pracy. Pewnie myślicie po co po za miasto? więc chce pracować po za miastem tylko po to bo na mieście mogę spotkać 1D albo któregoś z nich, a ja tego bardzo nie chce nie jestem gotowa. Po wszystkim ubrałam się i zeszłam na dół gdzie siedziała Olivia z kanapkami, nie byłam dłużna i sama sobie zrobiłam i zjadłam.
-Sash dzwonił do mnie Niall i wszyscy się martwią
-Wiem mi też nie jest łatwo ale zrobiłam to dla ich dobra teraz znajde prace trochę zarobie i wyjeżdżam gdzieś za granice na studia
Ta się tylko lekko uśmiechneła i gdzieś poszła hmm pewnie do szkoły w końcu dzisiaj już Poniedziałek. Ja schowałam najpotrzebniejsze rzeczy i udałam się na dół gdzie czekała zamówiona taksówka. W samochodzie cały czas rozmawiałam z kierowcą był gdzieś troszkę starszy i był szatynem o niebieskich oczach i też miał dołeczki w policzkach jak Harry który ma taką jasną skórę i jedyne w swoim rodzaju oczka... STOP za bardzo się rozpędziłaś przecież miałaś o nim nie myśleć bo tak nagle byś sobie nie wyjechała od nich bez słowa moje rozmyślenia przerwał sms od.... hmm jak od nikogo innego tylko oczywiście Harry:
Wiemy że jesteś u Olivi czekamy na cb:)
Ughh.. dobra teraz trzeba pomyśleć, poprosiłam kierowce żeby udał się do mojego domu(tam gdzie jest matka) i tak zrobił, po niespełnych 20minutach dojechaliśmy. Mojej mamy jak zwykle nie było domyślić się można dlaczego, pobiegłam na góre gdzie spakowałam do torby jakieś ciuchy i pieniądze które dostawałm od ciotki z Las Vegas pisała mi w listach że jak coś mogę u niej zamieszkać podała mi adres i itp. do jej odnalezienia, szybko znalazłam kiedy mam najbliższy lot hmm no za 4godziny dobra nie jest źle. Postanowiłam się zadzwonić do cioci jej to powiedzieć.
Jeden sygnał..drugi...trzeci.. odebrała:
-Hej ciociu Sasha z tej strony
- Witaj coś się stało że dzwonisz-spytała
-Właściwie to tak za 4godziny mam do cb lot i i czy będe mogła zamieszkać na jakiś czas
-Jasne mnie nie będzie do jutra ale klucze są u sąsiadki jeszcze do niej zadzwonie i powiem jej że przylatujesz a można powiedzieć na ile?-po raz kolejny spytała
-No tak na kilka miesięcy a co do szkoły nie martw się będe tam chodziła-odpowiedziałam
Ciocia się ucieszyła że do niej jadę i jest git. Do lotu zostało mi 2,5 godziny więc udałam się na dół gdzie czekała na mnie już wcześniej zamówiona taksówka która zabrała mnie na lotnisko, gdzie byłam po 25min drogi. Na lotnisku podeszłam do kasy gdzie podali mi ostatni bilet na ten lot i byłam już uradowana, do odprawy jeszcze trochę mi zostało więc udałam się do kafejki na kawe. Siedziałam i obserwowałam ludzi którzy się śpieszyli i biegali nie raz mnie to rozśmieszało np jak jakaś dziewczyna trochę starsza zapomniała torebki i biegnąc po nią się przewróciła haha to był kosmiczy widok z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk informujący o moim locie:
-Pasażerowie lotu 216 do Las Vegas proszeni są na odprawę-zawołała jakaś kobieta
-No to zaczynamy nowe życie-pomyślałam
Z nie chęcią udałam się na odprawę i pomyśleć że moim 'idolowie' jeśli mogę ich tak nazwać zniszczyli życie które było w miare dobre i spokojne no ale nie ma się co czepiać, odprawa nie trwała długo właśnie przeszłam przez bramkę ale ktoś zaczął mnie wołać odwróciłam głowę co było moim błędem bo był tam Harry i reszta.
-Sasha zaczekaj!-wołał
Jak jak nigdy nic udałam się do samolotu, szczerze to nie jest to że ich olałam mam ich gdzieś i że o nich zapomnę, nie tak nigdy nie będzie! po prostu oni wszyscy mi to utrudniają, w samolocie zajełam swoje miejsce po czym zapiełam pasy bo stuardessa mówiła że starujemy. Po starcie odpiełam pasy po czym udałam się w krainę snów. Obudził mnie znowu głos stiuardessy który kazał zapinac pasy bo lądujemy tak zrobiłam, było mi cholernie smutno że musze ich opuszczać ale co ja poradzę? W Las Vegas czekała już na mnie taksówka któa zawiozła mnie do domu ciotki. Po 10 minutach dojechaliśmy, dom był wielki i ładny, szybkim krokiem poszłam do sąsiadki która podała mi klucze, udałam się do swojego pokoju który był piękny! Wow dwa łóżka mi pasuje. Wyjełam piżame i udałam się do łazienki by zrobić potrzebne rzeczy i przebrać się w piżame. Po wszystkim udałam się do łóżka gdzie szybko udałam się spać.
*****Oczami Harrego****
Właśnie ją straciłem, ale najlepsze jest to że znam jej ciotkę i namówię żeby udała się do nas na koncert w Las Vegas. Muszę z nią być!
---------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział nie wyszedł mi najlepiej, chyba znaczy ja tak sądze nie wiem jak wam ale to już wasza opinia a kolejny niebawem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz